potrzebuję asystentki.
rzecz w tym, że nie bardzo jest na nią miejsce w budżecie, co gorsza, zakres jej obowiązków musiałby być, hm, dość szeroki – nie chodzi tylko o utęskniony porządek w papierach, czy «pan chlip jest na zebraniu» dla lwiej części świata. potrzebuję kreatywnej asystentki, która potrafiłaby skończyć rzeczy, które zacząłem i rozpocząć te, którym brakuje li tylko iskry, by wystartowały. która, co gorsza, będzie kombinować dokładnie tak, jak ja. potrzebuję.. no tak, drugiego siebie. banał.
z drugiej strony to przecież proste. wystarczy ją.. zatrudnić.
jednym ruchem zrealizuję ideał Getting Things Done – zlikwiduję otwarte pętle, oczyszczę umysł, wszystko, w sposób uporządkowany, krok po kroku, zostanie wypełnione. Kreatywny Ja będę wyrzucał z siebie pomysły, Ja Asystentka będzie je realizować w tych relatywnie krótkich, newralgicznych momentach, gdy stracę nimi zainteresowanie. no i poza tymi momentami, oczywiście.
bo widzisz, ona nie będzie miała wyjścia. nie będzie mogła odłożyć na potem, przesunąć na kolejne jutro, odpuścić sobie zupełnie – będzie miała zewnętrzne zobowiązanie wobec mnie. a ja jej nie popuszczę – w końcu będzie zarabiała niebo więcej, niż jej pracodawca.
to jak, chlipalska, od poniedziałku?
kłopot z rzeczami do wszystkiego tkwi w tym, że często są.. do niczego. weźmy moją ulubioną Pocztę Polską. zamiast sprawnego okienka do (uwaga, wbrew pozorom, to potwornie odkrywcze!) wysyłania listów – mamy n okienek do wszystkiego, z dużym naciskiem na wpłacanie i wypłacanie pieniędzy – emerytury, renty, rachunki. 26 cyfr konta, adres nadawcy i pani Zofia, która nie do końca radzi sobie z tymi wszystkimi komputerami. powszechnie znany koszmar w uniformach z poprzedniego ustroju i «nie widzi? przerwę mam!» na deser.
stacje benzynowe? urocza, pracująca w każdym czasie, 24-godzinna hybryda sklepu nocnego, budki z hot-dogami i kiosku ruchu – ostatnia deska ratunku w środku nocy, w obcym mieście. do momentu, gdy nie próbujesz w środku dnia, we własnym mieście, sprawnie zatankować. trzy kasy i przez ponad kwadrans w kolejce żaden z klientów nie kupił choćby litra paliwa – pani w futrze radzi się, jakie wino na urodziny dla koleżanki, starszy pan wykłóca o punkty na swojej karcie lojalnościowej, reszta kupuje hot-dogi i kawę.
a że, po wszystkomających telefonach, infekcja opanowuje powoli sieć sklepów spożywczych, wychodzi na to, że Dogulas Adams miał rację. ostateczna odpowiedź na pytanie o Życie, Wszechświat i Całą Resztę to 42.
czterdzieści dwie minuty w dowolnej kolejce, by załatwić cokolwiek.
Pośliniwszy opuszki palców, skręciła między nimi czarny knot ćmieczki, skręciła, wyprostowała i aż zamruczała z zadowolenia. Bawiła się doskonale, nie miałem wątpliwości, dla takich chwil żyła. Przysunęła płonącą zapałkę do knota. Widziałem panią Marję z boku, pochyloną nad mahoniowym stołem, jak ostrożnie sięga ku ćmieczce od góry, płomień niemal dotykał jej palców. Rozległ się cichy trzask, niczym pęknięcie drobnej kości albo uderzenie rzemienia o drewno, i ogień przeskoczył na ćmieczkę, w ułamku sekundy odwracając barwę. Pokój wypełniła jaskrawa ciemność. [..]
Ćmiatło zapewne wyciekło dalej, za okno - nad ulicą Chłodną musiało się zrobić ciemniej i jeśli któryś z przechodniów uniósł głowę, ujrzał na drugim piętrze czynszowej kamienicy, między prostokątami rozświetlonych żółto szyb, jedno okno smoliście czarne. Natomiast tu, wewnątrz, granice mroku wyznaczały przedmioty znajdujące się na granicy ćmiatła - rzucane przez nie świecienie kładły gieometryczne plamy światłości. [..]
Ćmiatło nie stanowiło jednak prostego rewersu światła; nie opływało przeszkód po linjach prostych, a same granice mroku i świecienia nie pozostawały niezmienne. Szafa się nie poruszała, ćmieczka nie zmieniała położenia, a przecież prostokąd blasku na tapecie za boczną ścianką mebla to kurczył się, to rozdymał, linja światła i ciemności wyginała się elipsoidalnie, to na zewnątrz, to do wewnątrz, z górnego rogu świecienia wyrastało co chwila lejkowate przedłużenie blasku, rozszerzające się aż na sufit, by zaraz zwinąć się w siebie i wbić krzywym kłem ciemności w głąb świecienia...