autoportret. to taki inny sposób opowiadania historii – jego inność tkwi w tym, że z takich, czy innych powodów, wciąż pojawia się ta sama gęba, czasem reszta tego, co do niej doczepione. jeśli przymknąć na to oko, być może (tak, wiem, to już może przyjść ciężko) wręcz potraktować ten fakt jako swego rodzaju walor – historia opowiada się sama.
i tak, będąc w niej fotograficznym sterem, żeglarzem i okrętem – od jakiegoś czasu zapraszam na jej fragmenty.
jak wszystkie historie, i ta była pomyślana dla kogoś. dla s.