potrzebuję asystentki.
rzecz w tym, że nie bardzo jest na nią miejsce w budżecie, co gorsza, zakres jej obowiązków musiałby być, hm, dość szeroki – nie chodzi tylko o utęskniony porządek w papierach, czy «pan chlip jest na zebraniu» dla lwiej części świata. potrzebuję kreatywnej asystentki, która potrafiłaby skończyć rzeczy, które zacząłem i rozpocząć te, którym brakuje li tylko iskry, by wystartowały. która, co gorsza, będzie kombinować dokładnie tak, jak ja. potrzebuję.. no tak, drugiego siebie. banał.
z drugiej strony to przecież proste. wystarczy ją.. zatrudnić.
jednym ruchem zrealizuję ideał Getting Things Done – zlikwiduję otwarte pętle, oczyszczę umysł, wszystko, w sposób uporządkowany, krok po kroku, zostanie wypełnione. Kreatywny Ja będę wyrzucał z siebie pomysły, Ja Asystentka będzie je realizować w tych relatywnie krótkich, newralgicznych momentach, gdy stracę nimi zainteresowanie. no i poza tymi momentami, oczywiście.
bo widzisz, ona nie będzie miała wyjścia. nie będzie mogła odłożyć na potem, przesunąć na kolejne jutro, odpuścić sobie zupełnie – będzie miała zewnętrzne zobowiązanie wobec mnie. a ja jej nie popuszczę – w końcu będzie zarabiała niebo więcej, niż jej pracodawca.
to jak, chlipalska, od poniedziałku?