chlip.pl
zapiski
konfabulacje
fiszki
felietony
recenzje
fotografie
o..
kontakt
szukaj:

piotr.chlipalski
© 1996 - 2010
Przeglądasz teksty w kategorii: felietony
verte »
« verte


Nim stał się w Polsce Internet zjawiskiem powszechnym; nim Telekomunikacja Polska oddała w ręce narodu swój numer dostępowy 0202122; nim zalały kraj nasz portale i darmowe skrzynki pocztowe; nim specjaliści od marketingu zaczęli używać słów "multimedialny", "e-commerce", zastępując literkę "a" znakiem "@" -- wymiana poczty elektronicznej odbywała się w kraju na troszeczkę innych zasadach.

Internet dostępny był na uczelniach -- skrzynkami e-mail cieszyli się pracownicy naukowi i co ambitniejsi studenci. Opracowań na temat sieci ze świecą było szukać, kiełkowały jednak inicjatywy dające młodym ludziom swobodę wymiany informacji, programów, grafiki..

Wystarczył, podobnie jak dziś, modem -- jednak miejscem, do którego należało się dodzwonić często był prywatny komputer jakiegoś zapaleńca, który wieczorami, a czasem i przez całą dobę udostępniał go chętnym z całej Polski. Specjalne oprogramowanie przyjmowało użytkownika, pozwalając mu przesyłać pliki, brać udział w lokalnych dyskusjach.

Z czasem komputery te łączono w sieć wymiany informacji -- FidoNet. Idea była prosta -- w określonych odstępach czasu, leżące w tej samej strefie numeracyjnej komputery dzwoniły do siebie wymieniając nagormadzone wiadomości. Następnie jeden z nich zebraną z danego regionu paczkę "podawał dalej".

O ile w przypadku wiadomości e-mail, gdy serwery są ze sobą połączone na stałe -- droga od nadawcy do odbiorcy pokonywana jest w parę sekund -- tu list wędrował około doby, koszt jego przekazania był jednak nieporównywalnie niższy, rozbity na mniejsze sumy w rachunkach telefonicznych wspomnianych zapaleńców.

Sieć FidoNet ograniczała anonimowość -- by być pełnoprawnym jej członkiem wymagana była znajomość i dostosowanie się do praw nią rządzących -- poza kwestiami technicznymi niezbędne było zachowanie podstaw dobrego wychowania, sieciowej etykiety. Osoba włączająca się w społeczność "FidoLudków" nie mogła zataić swoich podstawowych danych -- jak chociażby imienia i nazwiska. Brak absolutnej niemal anonimowości, jaką daje dzisiaj powszechny dostęp do Internetu, ograniczał element wywrotowy...

Nim Internet stał się -- zrzeszeni w FidoNet wymieniali setki listów, w niemal rodzinnej atmosferze życzliwości -- niosąc sobie nawzajem pomoc i pocieszenie.

Gdy Internet stał się -- wielu odeszło, wykorzystując nabyte doświadczenia -- stanowią dziś oni trzon polskiej sieci. Nadal życzliwi, traktujący to doskonalesze medium jako narzędzie pracy i miejsce, gdzie wyniesiona z Fido zasada, by "nie denerwować innych swoim zachowaniem i samemu też zbyt łatwo nie dawać się wyprowadzić z równowagi" czyni życie prostszym..

napisane dla Gazety Powszechnej

verte »
« verte