chlip.pl
zapiski
konfabulacje
fiszki
felietony
recenzje
fotografie
o..
kontakt
szukaj:

piotr.chlipalski
© 1996 - 2010
Przeglądasz teksty w kategorii: recenzje
verte »
« verte


Dogville
recenzja, 12 października 2003 r.

przy recenzjach mniej, niż reszty świata, pochlebnych, nie będąc przy tym Kałużyńskim, wypada na wstępie obwarować się paroma zdaniami wyjaśnienia, by w najgorszym wypadku nie wyjść na ignoranta, a przy sprzyjającym wietrze nawet na posiadającego «ciekawą perspektywę». dlatego też..

primo: potrzebuję sensu. działania artystyczne powinny mieć jakiś cel, choćby miała być to tylko forma czy surrealistyczny uśmiech -- niech to będzie uśmiech pociągnięty pewną ręką.

secundo: wierzę, że Sztuka, mimo wszystko, powinna człowieka unosić, nie deptać. codzienność przynosi wystarczającą dawkę grzebania się w brudzie tego świata, by zalewać nim jeszcze Dzieła.

tertio: przesiedziałem na twardym krześle całe ośmiogodzinne «Królestwo» pana von Triera, dałem się przez moment porwać jego «Tańcząc w ciemnościach»; Nicole Kidman w ostatnich obrazkach z jej udziałem urzekła mnie bardzo.

a teraz, przechodząc do konkretów, «Dogville». proponuję kilka opcji:

a) możesz wyjść z kina po pierwszym kwadransie. najprawdopodobniej pochlebnie wypowiesz się o minimalistycznych pomysłach Larsa, dobrych wrażeń dopełni słodka Nicole.

b) wychodzisz po godzinie, wiedziony przeczuciem, że obolałe od ręcznej kamery oczy i narastające przeczucie, że zdarzy się coś bardzo złego to wystarczające poświęcenie dla sztuki tego wieczoru.

c) wychodzisz po dwóch godzinach. niemiłosiernie zmęczony arcypretensjonalnym koktajlem, w którym znów biedną istotkę spotyka całe zło tego świata, nadal brak pieniędzy na porządny sprzęt i scenografię, a zrozumienie dla doktryny stoicyzmu może uratować świat.

i tu recenzja pewnie by się skończyła, gdyby nie fakt, że Lars dokręcił śrubę i ni stąd ni zowąd wyzwolił w Pieskiej Produkcji nową jakość. jakość, która wzbudza dość mieszane uczucia i każe przynajmniej ukłonić się przenikliwości Fryderyka Nietzsche. stąd:

d) oglądasz do końca. czujesz się ofiarą odrobinę niesmacznego żartu, który jednak ma w sobie coś.. urzekającego? żałujesz, że nie wyszedłeś po kwadransie, jednocześnie ciesząc się, że wytrwałeś do końca.

ergo: mocna pozycja w kategorii «królik z kapelusza», nie do końca jednak jestem przekonany, czy gra warta świeczki.

verte »
« verte