przy recenzjach mniej, niż reszty świata, pochlebnych, nie będąc przy tym Kałużyńskim, wypada na wstępie obwarować się paroma zdaniami wyjaśnienia, by w najgorszym wypadku nie wyjść na ignoranta, a przy sprzyjającym wietrze nawet na posiadającego «ciekawą perspektywę». dlatego też..
primo: potrzebuję sensu. działania artystyczne powinny mieć jakiś cel, choćby miała być to tylko forma czy surrealistyczny uśmiech -- niech to będzie uśmiech pociągnięty pewną ręką.
secundo: wierzę, że Sztuka, mimo wszystko, powinna człowieka unosić, nie deptać. codzienność przynosi wystarczającą dawkę grzebania się w brudzie tego świata, by zalewać nim jeszcze Dzieła.
tertio: przesiedziałem na twardym krześle całe ośmiogodzinne «Królestwo» pana von Triera, dałem się przez moment porwać jego «Tańcząc w ciemnościach»; Nicole Kidman w ostatnich obrazkach z jej udziałem urzekła mnie bardzo.
a teraz, przechodząc do konkretów, «Dogville». proponuję kilka opcji:
a) możesz wyjść z kina po pierwszym kwadransie. najprawdopodobniej pochlebnie wypowiesz się o minimalistycznych pomysłach Larsa, dobrych wrażeń dopełni słodka Nicole.
b) wychodzisz po godzinie, wiedziony przeczuciem, że obolałe od ręcznej kamery oczy i narastające przeczucie, że zdarzy się coś bardzo złego to wystarczające poświęcenie dla sztuki tego wieczoru.
c) wychodzisz po dwóch godzinach. niemiłosiernie zmęczony arcypretensjonalnym koktajlem, w którym znów biedną istotkę spotyka całe zło tego świata, nadal brak pieniędzy na porządny sprzęt i scenografię, a zrozumienie dla doktryny stoicyzmu może uratować świat.
i tu recenzja pewnie by się skończyła, gdyby nie fakt, że Lars dokręcił śrubę i ni stąd ni zowąd wyzwolił w Pieskiej Produkcji nową jakość. jakość, która wzbudza dość mieszane uczucia i każe przynajmniej ukłonić się przenikliwości Fryderyka Nietzsche. stąd:
d) oglądasz do końca. czujesz się ofiarą odrobinę niesmacznego żartu, który jednak ma w sobie coś.. urzekającego? żałujesz, że nie wyszedłeś po kwadransie, jednocześnie ciesząc się, że wytrwałeś do końca.
ergo: mocna pozycja w kategorii «królik z kapelusza», nie do końca jednak jestem przekonany, czy gra warta świeczki.