Neron miał rację.
mniej więcej raz w tygodniu, najczęściej w okolicach niedzieli, zgadzam się z facetem, który ponabijał chrześcijan na pale i podpalił. no dobra, może odrobinę przesadzam. ja tylko.. zupełnie spontanicznie sympatyzuję z jego.. hm. frustracją.
owszem, chrześcijaństwo było zagrożeniem dla ówczesnego status quo, negowało rzymskich bogów, nadto solidnie mieszało w głowach niewolników, jednak to, co zazwyczaj przechyla szalę (zwłaszcza, gdy ktoś jest z urodzenia lekko obłąkanym piromanem - powszechne uznanie go za wybrańca bogów też sprawy raczej nie ułatwia), co mogło być iskrą odpowiedzialną za pożar Rzymu, to właśnie frustracja.
wyobraź sobie Cesarstwo. wspomnij Pax Romana - wszystkie te podbite ziemie, połączone siecią dróg. solidnie ubitych, kamiennych dróg, które, jak uczy historia, wszystkie prowadzą do Rzymu. i wyobraź sobie, że na skrzyżowaniach tych dróg, co rusz, zbiera się garstka ludzi by patykami kreślić.. symbol ryby. stoją w kółku, na samym środku drogi. zapatrzeni w ziemię, oderwani od świata materialnego, wszystko mają wspólne i zupełnie nie interesuje ich, co dzieje się wokół. mają swoje patyki, mają swoje ryby. a wokół dzieje się.. korek.
no dobrze, konkretyzujmy. to ten facet przed tobą, pewnie miły, sympatyczny, uczciwy i miłosierny, bo przecież na klapie od bagażnika ma rybę - znaczy się - pełną gębą chrześcijanin. więc, zgodnie z tradycją, świata poza tą swoją rybą nie widzi i świat mu obojętny, obojętne też lusterka i inni (z rybą czy bez - tu tradycja odrobinę szwankuje) użytkownicy dróg. sunie stateczne dwadzieścia trzy kilometry na godzinę, samym środkiem drogi; zwalnia na zielonych światłach, a gdy mrugnie pomarańczowe - natychmiast hamuje. wreszcie - zielone - a on, jakby wytrącony z religijnej ekstazy, przez parę sekund przypomina sobie, gdzie jest, potem zaczyna szukać drążka skrzyni biegów, wreszcie, w przebłysku świadomości, wrzuca jedynkę i przy odrobinie szczęścia rusza, nim imperatyw kategoryczny wciśnie za niego hamulec na widok pomarańczowego. szlag, zbyt gwałtownie puścił sprzęgło.
i to ten moment, gdy rozumiem obawę o Cesarstwo, rozumiem dylemat, może wcale nie tak obłąkanego, Cezara - paraliż komunikacyjny Imperium kontra parę żywych pochodni..
wszyscy wybralibyśmy tak samo.